• Wpisów: 27
  • Średnio co: 21 dni
  • Ostatni wpis: 124 dni temu, 22:17
  • Licznik odwiedzin: 2 472 / 606 dni
 
jumpingtrees
 
Dziś mam ochotę napisać coś od bardzo dawna i kasuję wszystko po raz czwarty, ale tym razem wiem, co chcę tu zamieścić.
Gdy miałam 16 lat poznałam pierwszego chłopaka. Długo spotykaliśmy się w ukryciu tak, żeby nikt o nas nie wiedział. Z perspektywy czasu zastanawiam się, kto się bardziej wstydził- ja jego, czy on mnie. On był wtedy jeszcze nikomu nieznanym, randomowym gościem w szkole a ja wielka gwiazda (choć urodą nigdy nie grzeszyłam) byłam raczej kumplem wszystkim, niż materiałem na dziewczynę- śmieszkiem- to akurat zostało mi do dziś. Wciąż pamiętam ten dzień, kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy i kiedy pomyślałam, ze musi być ze mną. Wciąż pamietam nasze pierwsze spotkanie, kiedy zamarzaliśmy z zimna piątego grudnia. Wciąż pamietam nasz pierwszy pocałunek i nasz pierwszy seks. Był moim pierwszym poważnym chłopakiem, z którym odkrywałam nowe rzeczy i była to moja pierwsza (wtedy myślałam, ze tez ostatnia) miłosna przygoda. Myślałam, że ułożymy sobie razem życie tak, jak to zaplanowaliśmy, ale z czasem coś zaczęło się wypalać. Choć on starał się nadal tak samo mi zaczęło czegoś brakować. Uczucia? Możliwe, że właśnie tego. Później sprawy potoczyły się bardzo szybko. Zerwanie, przez które straciłam wielu przyjaciół. Z perspektywy czasu dziękuję Bogu za te wydarzenia, bo to właśnie one pokazały, kto tym przyjacielem naprawdę był i ukształtowały mój charakter- dzięki nim jestem teraz tym, kim jestem.
Kolejny chłopak, krótka sprawa. Powrót do eks i przygodny seks z nim w każdej możliwej sytuacji, która tylko dobijała mnie i dawała do zrozumienia, ze jednak może ta miłość nie do końca się wypaliła. Nie raz podczas spotkania miałam ochotę wykrzyczeć KOCHAM CIĘ, ale wiedziałam, ze dla niego to tylko zabawa, ze jeśli to zrobię to stracę jedyną szansę na spędzanie z nim czasu.
Kolejny chłopak o tutaj sytuacja już nie była ciekawa. Mówiłam kocham, myślałam, ze kocham... Serce jednak, choć z początku powtarzało to zgodnie ze mną po czasie znów zaczęło bić mocniej do ex. Wiem, ile krzywdy tym wyrządziłam i jeśli by ten wpis tratować jako rachunek sumienia, to to jest największy grzech do którego się przyznaję i za który najbardziej żałuję. Osoba, którą zraniłam w ogóle na to nie zasługiwała, bo wiem, ze zrobiłby dla mnie wszystko a został potraktowany przeze mnie jak gowno. Gdybym miała szansę chociaż porozmawiać, wyjaśnić..
Od czasu ostatniego chłopaka i przeprowadzki na studia zrobiłam wiele złych rzeczy. Jedna z nich była właściwa- wyznałem ex miłość co odbiło się grochem o ścianę i trochę pomogło mi stanąć na nogi.
Poznałam Jacka. Nie chciałam się pakować znów w jakiś gównozwiązek, który znów nie doprowadzi do niczego. Ale serce wciąż mi podpowiadało, że warto zaryzykować.
Od początku była to sprawa, którą musiałam wziąć w swoje ręce. I wzięłam. Bywają momenty, kiedy zastanawiam się, czy to ma sens. Myślę wtedy, ze nie damy sobie rady z tym całym światem i ze ciężko będzie iść do przodu, ze w pojedynkę jest łatwiej. Ten związek jednak w tym wszystkim różni się tym, że raz kiedy byłam już na skraju i chciałam to skończyć on powiedział "kochanie damy radę razem" i teraz kiedy to piszę ciekną mi łzy, łzy wzruszenia.
Wiem, ze damy mimo wszystko. Mimo tego, ze czasami wątpię.
Przytula mnie do snu i wtedy czuję, że wszystko jest na swoim miejscu. Jesteśmy jak dwa pasujące klocki. Kocham go, mam nadzieję ze jest przedostatnim mężczyzną, któremu to mówię, a ostatnim będzie mój syn.
Mam nadzieję, że moje życie już zawsze takie będzie. Z nim u boku.
Ale jeszcze większe nadzieje pokładam w tym, że mężczyzna, którego tak zraniłam odnajdzie swoją drugą połówkę i będzie z nią szczęśliwy, bo naprawdę na to zasługuje.

Nie możesz dodać komentarza.